Dziś Międzynarodowy Dzień Języków Migowych. Serdecznie zapraszamy do obejrzenia i przeczytania materiału o Panu Andrzeju i o Panu Darku, którzy zastali zawodowymi kierowcami będąc osobami niesłyszącymi. W materiale przygotowanym przez TVN24 opowiadają o swojej codziennej pracy, o tym, co musieli zrobić, by dojść do miejsca, w którym są dzisiaj.

Droga nie była łatwa. Po zdaniu egzaminów rozpoczęły się poszukiwania pracy. Pracodawcy obawiali się zatrudnić głuchych kierowców. I tutaj pomogła nasza Fundacja. Pierwszy do naszej Fundacji trafił Pan Darek, po nim Pan Andrzej. Dzięki naszemu wsparciu, wspólnymi siłami Panowie znaleźli zatrudnienie. W obecnej pracy spełniają się i jeżdżą w długie trasy po całej Europie.

Materiał znajdziecie na stronie TVN24 : https://tvn24.pl/…/osoby-gluche-kieruja-samochodami… 

Poniżej cytujemy treść całego artykułu.

„Cisza otacza ich od urodzenia. Nie słyszą zbyt wysokich obrotów silnika, ale wyczuwają drgania fotela. Nie słyszą sygnałów karetki, ale wcześniej niż ktokolwiek inny dostrzegają, że trzeba ustąpić jej drogi. – Podręcznikowi kierowcy – mówi ich instruktor.

Andrzej i Darek nie słyszą i nie mówią od zawsze. Ale to nie znaczy, że nie mają nic do powiedzenia. Właściwie nie dają mi dojść do słowa. Opowiadają o swojej pracy, o tym, co musieli zrobić, by dojść do miejsca, w którym są dzisiaj. Marta Jaroń, tłumacz języka migowego, jest ich głosem. Dzięki niej znacznie lepiej rozumiem emocje, które towarzyszą moim rozmówcom.

Obaj pochodzą z Lubelszczyzny. Andrzej ma 49 lat, Darek jest o trzy lata młodszy. Podobne doświadczenia i splot wydarzeń spowodowały, że zostali dobrymi kolegami. A od pewnego czasu pracują razem w tej samej firmie transportowej. Są kierowcami tirów.

Mógł tylko rysować

– To była moja pasja, moje marzenie – mówi Andrzej. – Obserwowałem rolników, podobały mi się ciągniki, obserwowałem też duże auta.

Przez lata mógł jedynie obserwować i rysować auta. Prawo zabraniało osobom głuchoniemym kierowania ciężarówkami, lekarze nie mogli więc wydawać im badań potwierdzających, że są zdolni do zdobycia uprawnień kierowców. W 2018 roku znowelizowano jednak prawo. – Jak tylko dowiedziałem się o zmianie przepisów, od razu zgłosiłem się na kurs prawa jazdy – opowiada.

Do zmiany przepisów przyczyniły się między innymi manifestacje i walka o prawa osób głuchych. Jedna z nich odbyła się w Warszawie w 2014 roku. Wzięło w niej udział kilka tysięcy osób. Protestujący zwracali uwagę, że osoby głuche w Polsce nadal są dyskryminowane, mają wiele problemów komunikacyjnych, a także trudności na rynku pracy.

Z czasem zaczęto wprowadzać zmiany, a jedna z nich dotyczyła właśnie uprawnień do kierowania dużymi pojazdami. Obowiązująca od 1 października 2018 roku, czyli od niemal trzech lata, nowelizacja umożliwiła osobom głuchym ubieganie się o prawo jazdy kategorii C+E. Taki dokument daje prawo do kierowania ciężarówką z naczepą.

Całkowity albo częściowy ubytek słuchu nie jest przeciwwskazaniem zdrowotnym do uzyskania uprawnienia do kierowania pojazdami ani przesłanką jego cofnięcia – z wyjątkiem: – uzyskania prawa jazdy kategorii D1 lub D; – uzyskania prawa jazdy kategorii C1 lub C przez osobę, która nie posiada prawa jazdy kategorii B albo posiada je przez okres krótszy niż 2 lata;  – cofnięcia uprawnień w zakresie prawa jazdy kategorii C lub C1 osobie, która w wyniku nagłego zdarzenia straciła słuch w stopniu uniemożliwiającym jej rozumienie mowy z odległości jednego metra, w tym przy zastosowaniu aparatów słuchowych lub implantów słuchowych – przez okres roku od tego zdarzenia.

Artykuł 3a ustawy o kierujących pojazdami

„Nie może prowadzić i już”

Gdy nowe przepisy weszły w życie, Darek pracował w fabryce makaronu. Zajmował się jego pakowaniem. Ambicja pchała go jednak dalej, chciał się rozwijać. Zależało mu, by zostać operatorem maszyny pakującej. Poszedł do przełożonego na rozmowę.

– Andrzej Duda podpisał nową ustawę, więc powiedziałem mu, że głusi mogą już być operatorami maszyn. A on mi odpowiedział, że głusi mają zakaz bycia operatorem. W pracy mówili mi, że nie mogę być operatorem, bo boją się utraty maszyny, która kosztuje miliony. Ale przecież słyszący też psują takie maszyny. Było mi z tego powodu bardzo przykro. Wtedy poszedłem na kurs prawa jazdy kat. C+E – wspomina Darek.

Zmiana przepisów była początkiem drogi, którą Andrzej i Darek musieli pokonać. Najpierw, by w ogóle pójść na kurs, potrzebowali zgody lekarza. Musieli też znaleźć szkołę, która zdecyduje się podjąć współpracę z osobą niesłyszącą.

Obaj mają wsparcie od swoich rodzin. Andrzejowi w zmaganiach z codziennością pomaga żona Ania. Darkowi towarzyszy jego siostra, bardzo znana w środowisku osób niesłyszących. Zawsze można na nią liczyć. Chętnie pomaga, doskonale orientuje się w problematyce tej społeczności. To ona wykonała setki telefonów, aby znaleźć dla niego lekarza i szkołę nauki jazdy.

To pierwsze nie było łatwe, bo zdarzali się lekarze, którzy odmawiali wystawienia badań. Jak to uzasadniali?

– Jest głuchy i nie może prowadzić tak dużego auta. I już – wspomina Beata. – Kiedyś, jak poszliśmy do laryngologa, bo tam potrzebowaliśmy badań, pani siedząca w rejestracji nie kryła swojego zdziwienia. Jak to? Głuchy kierowcą? – relacjonuje.

To był bardzo trudny czas. Bo, co prawda, zmiana przepisów otworzyła nowe możliwości przed głuchymi, ale wśród osób słyszących świadomość nowego prawa była znikoma. Poza tym lekarze czy instruktorzy w szkołach nauki jazdy podchodzili do osób głuchych z obawą.

– Teraz jest już okej. Czuję się normalnie, na równi ze wszystkimi. Ale wcześniej było ciężko. Ludzie różnie reagowali – mówi Andrzej. – Inni mogą kierować, a ja nie? Co miałem zrobić, jak chciałem, a nie mogłem mieć prawa jazdy – wspomina.

Trzeci lekarz sprawdził ustawę

Podobne doświadczenia ma Darek. Wiele razy, już po zmianie przepisów, spotkał się z odmową ze strony lekarzy czy ośrodków szkolenia kierowców.

– Najpierw szukałem lekarza. Prosiłem bliskich, aby znaleźli kogoś takiego. Wiedziałem, że już jest ustawa – relacjonuje. – Pierwszy lekarz powiedział, że głusi nie mogą być kierowcami, po prostu. Dopiero trzeci lekarz sprawdził ustawę i otrzymałem badania umożliwiające dalszą naukę. Potem było szukanie ośrodka szkolenia kierowców. Na początku słyszałem, że głusi nie mogą się uczyć. Albo mówili, że nie chcą nas uczyć. Dopiero Ośrodek Szkolenia Kierowców „Piotr” zgodził się mnie przyjąć.

– Przyszedł do nas chłopak. Był bardzo sympatyczny i okazało się, że znakomicie jeździ. To był przypadek i jednocześnie początek szkolenia głuchych kierowców – wyjaśnia Dariusz Jabłoński, prezes OSK „Piotr”.

Szkoła nadal przyjmuje głuchych na kursy. Od wprowadzenia ustawy, która umożliwiła niesłyszącym udział w kursie na kategorię C+E, przyjęto ich już dziesięciu.

Naukę z Andrzejem i Darkiem bardzo dobrze wspomina Marcin Stachurski, instruktor nauki jazdy OSK „Piotr”.

– Mimo tych barier są bardzo otwarci – podkreśla instruktor. – Kiedy przyszli do szkoły, byli już przygotowani. Znali kryteria, zadania egzaminacyjne. Znali przepisy ruchu drogowego. W 99 procentach przypadków jest tak, że musimy to wyjaśniać od podstaw – mówi Stachurski.

Zarówno Andrzej, jak i Darek „zwykłymi” kierowcami są od wielu lat, mają ogromne doświadczenie. Egzamin na najbardziej popularną kategorię B Andrzej zdał w 1990 roku, Darek dwa lata później. Jednak jazda autem osobowym jest zupełnie czymś innym niż kierowanie ciężarówką. Podobnie jest z samą nauką.

Pierwszym problemem, który trzeba było rozwiązać, była komunikacja.

„Dużo pracuję oczami”

– Już na pierwszych zajęciach w obecności tłumacza wypracowaliśmy gesty, które pozwalały nam się komunikować. Lewo, prawo, redukcja biegów. Tego rodzaju informacje przekazuje się za pomocą jednego gestu – wyjaśnia Marcin Stachurski.

Instruktor nie ukrywa, że sam w wielu momentach był zaskoczony. Tak jak wszyscy zastanawiał się, jak głuchy może wystarczająco szybko dostrzec pojazd uprzywilejowany.

– Jechałem z jednym z nich. Nagle widzę, że zaczyna się bardzo intensywnie rozglądać. Okazało się, że za nami jest karetka. Ja jej jeszcze nie widziałem, ale on już tak – relacjonuje Stachurski. – To są podręcznikowi kierowcy. W mojej ocenie nie ma żadnych przeciwwskazań dla nich

Karetka czy radiowóz na sygnale to pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy, gdy zastanowić się nad tym, jak sobie radzą głusi kierowcy. Trudno to sobie wyobrazić. Ale w trakcie rozmowy Andrzej wyjaśnia, że brak słuchu powoduje wyczulenie pozostałych zmysłów, szczególnie wzroku.

Andrzej: – Dużo pracuję oczami. Pilnuję tego, co się dzieje na drodze.

Głusi kierowcy szukają rozwiązań i posiłkują się tym, co dostępne w kabinie kierowcy, a na co ludzie słyszący na pewno nie zwróciliby uwagi. Jedną z takich rzeczy jest zmiana biegów. Bo jak wyczuć w trakcie jazdy wzrost obrotów wymagający zmianę biegu na wyższy? Przecież nie można bez przerwy patrzeć na zegary. Okazuję się, że na to też mają swój sposób. – Robią to na podstawie wibracji fotela, które wyczuwalne są przy wysokich obrotach silnika – wyjaśnia ich instruktor Marcin.

Egzamin na prawo jazdy kategorii C+E odbywa się w obecności tłumacza, który na bieżąco pomaga w komunikacji. Zasady jego organizacji są niemal identyczne jak w przypadku kierowców słyszących. Cały proces rozpoczyna się od koordynatora dostępności z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, który otrzymuje informację, że zbliża się egzamin, w którym weźmie udział osoba głucha.

– Koordynator przydziela mi egzamin. Umawiamy się na konkretną godzinę. W trakcie egzaminu na kategorię C+E potrzeba więcej interakcji między egzaminatorem a egzaminowanym. Wymagane jest chociażby sprawdzenie załadunku, sprzęgnięcie pojazdu z naczepą, sprawdzenie świateł czy kontrola stanu podpięcia przewodów pneumatycznych – mówi Magda Gach, tłumacz języka migowego, która asystuje przy egzaminach. – Egzaminatorzy w Lubelskiem są dobrze przygotowani do egzaminowania osób niesłyszących. Co roku odbywają się szkolenia, a egzaminatorzy otrzymują ode mnie podstawową listę znaków, które znacznie ułatwiają komunikację w trakcie egzaminu.

„Powiedziałem, że będę kierowcą”

Darek zdał prawo jazdy za pierwszym razem. Andrzej potrzebował dwóch prób. Ludzie, których spotykali na swojej drodze, nie kryli zaskoczenia. Nie do końca wierzyli, że ich koledzy mogą prowadzić ciężarówki. Darek, po zdaniu egzaminu, pokazał w pracy nowy dokument. Usłyszał: „O Boże, głuchy ma prawo jazdy”. Ale nie skomentował. Gdy składał wypowiedzenie, w kadrach zapytali go o przyszłość. – Powiedziałem, że będę kierowcą zawodowym. Z niedowierzaniem stwierdzili, że przecież nie ma takiego przepisu, który pozwala głuchemu być kierowcą – wspomina.

Po zdaniu egzaminu rozpoczęły się poszukiwania pracy. Pracodawcy obawiali się zatrudnić głuchych kierowców. Pomogła Fundacja „Aktywizacja”, która od lat pomaga osobom niepełnosprawnym na rynku pracy. Pierwszy do Fundacji trafił Darek, po nim Andrzej. Z jej pomocą obaj kierowcy trafili do firmy Boekestijn pod Poznaniem. Pracują tam od pół roku, jeżdżą w długie trasy po całej Europie.

– Rynek bardzo się zmienia, kierowców brakuje – mówi Marta Elsner z firmy Boekestijn. Przyznaje, że na początku w jej firmie też były obawy związane z zatrudnieniem głuchych kierowców. – Wstępne założenie było takie, że będą pracować na podwójnych obsadach. Ale bardzo szybko okazało się, że oni świetnie sobie radzą i w niczym nie ustępują kierowcom, którzy są pełnosprawni. Więc bardzo szybko przeszli na pojedyncze obsady. To są bardzo pozytywne osoby, bardzo zdeterminowane i wiedzące, czego chcą. Rzadko się zdarza, żeby pracownik tak bardzo był skoncentrowany na tym, czego chce, i osiągnął to – zaznacza Elsner.

Andrzej: – „Nie, niemożliwe, że jesteś niesłyszący”. Są czasem takie reakcje. Wspieram się wzrokiem. Auto, jak odpalam, to mi wszystko pokazuje. Kontrolki wszystkie działają, to nie ma problemu. Jeśli jest jakiś hałas, uderzenie, jestem w stanie to wyczuć. Czasami ktoś mnie wyprzedza i mruga światłami, wtedy zjeżdżam na bok i sprawdzam, czy to jest mój problem – opowiada Andrzej.

Obaj kierowcy w kabinach mają tablety, na których pojawiają się wszystkie najważniejsze informacje: gdzie jechać, o której rozładunek. Jeśli mają problem, to z tabletu mogą wysłać pytanie do firmy.

– Mam tłumacza, więc piszę słowo i jest odpowiedź, jeśli ktoś czegoś nie wie. W drugą stronę też to działa – mówi Andrzej. – Najlepiej jest w Anglii. Tam gestami pomagają mi zrozumieć, o co chodzi. Wskazują miejsce, gdzie mam dojechać. Czasami coś do mnie próbują mówić, a ja im pokazuję, że jestem niesłyszący. Od razu zmieniają nastawienie. Piszą, pokazują. Komunikacja jest super. W Anglii czy Holandii to dla nich normalne. Oni mają doświadczenie, bo wielu głuchych tam przyjeżdża. W Polsce nadal jest ich mało – podkreśla Andrzej.

Ale mimo wszystko swojego osiągnięcia nie traktują jako czegoś wyjątkowego. – Po prostu to zrobiłem – mówi Darek.

Chce być traktowani jak inni.

23 września przypada Międzynarodowy Dzień Języków Migowych”.