Pułapka rentowa – państwo, które karze za pracę

Zdjęcie z Konferencji prasowej. Osob wypowiadajace się siedzą na krzesłach nad ich głowami ekran z prezentacją. Mikrofon trzyma Przemysław Żydok.

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej jasno wybrzmiało to, że pułapka rentowa nie jest technicznym detalem systemu świadczeń, lecz realną barierą rozwojową dla setek tysięcy osób z niepełnosprawnościami.

Jak podkreślał Przemysław Żydok, Prezes Fundacji Aktywizacja, w Polsce ok. 1,5 mln osób z niepełnosprawnościami pobiera renty, a niemal 1 mln pozostaje poza rynkiem pracy. To ogromny, niewykorzystany potencjał. Jednym z kluczowych powodów jest mechanizm, który sprawia, że każda próba zwiększenia dochodu wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości renty.

Przekroczenie 70% przeciętnego wynagrodzenia oznacza zmniejszenie świadczenia, a 130%  – jego całkowite zawieszenie. W praktyce oznacza to zarobki rzędu ok. 4600 zł „na rękę”, powyżej których praca przestaje się opłacać. Efekt – Osoby z niepełnosprawnościami pilnują progów, odmawiają premii, proszą pracodawców o niewypłacanie podwyżek.

Fundacja Aktywizacja jako pracodawca zatrudniający ok. 200 osób, z czego 25% to osoby z niepełnosprawnościami widzi to codziennie. Ten system wymusza łamanie kręgosłupów: pracowników, którzy boją się rozwoju, i pracodawców, którzy muszą blokować wynagrodzenia, by nie szkodzić swoim zespołom.

Pułapka rentowa:

  • utrwala nierówności społeczne,
  • działa jak bariera mentalna dla osób biernych zawodowo,
  • jest kosztowna biurokratycznie,
  • i wbrew deklaracjom nie broni sprawiedliwości społecznej.

Co więcej, jej likwidacja nie oznacza obniżania świadczeń. To rozwiązanie racjonalne także ekonomicznie: już niewielki wzrost zatrudnienia przynosi budżetowi państwa więcej, niż kosztuje odblokowanie świadczeń. To jeden z tych momentów, w których naprawdę warto zerwać „nisko wiszący owoc”. Bez odkładania na kolejne lata.